Mittwoch, 11. Juni 2014

me made mittwoch

vom 20 bis zum 22 juni findet in münchen ein internationales, geheimes treffen der modebranche. unter den teilnehmer: frau stoffmass und ich. ja. sehr exclusiv und sozusagen in den engsten kreisen.wir werden neue trends beobachten, uns über nähte unterhalten. ich halte vortrag mit diavorschau über die gütermann garne aus pet flaschen. frau stoffmass wird die in den letzten 15 jahren gestiegenen baumwollpreise ausführlich analysieren.
oder auch nicht :)
ein neues kleid musste her, etwas großstadttaugliches, elegant, leger und zeitlos. etwas, was man unabhängig vom wetter tragen kann.
*
me made sroda. 
w dniach od 20 do 22 czerwca odbedzie sie w monachium miedzynarodowe, tajemne spotkanie fachowcow z branzy mody.
na liscie uczestnikow: pani stoffmass i ja. tak. bardzo ekskluzywne spotkanie, ze tak powiem w scislym gronie. bedziemy obserwowac nowe trendy, pogadamy o szwach. wyglosze wyklad o niciach gütermanna produkowanych ze starych butelek. pani stoffmass zajmie sie dokladna analiza stale rosnacych cen bawelny z ostatnich 15-tu lat. 
albo i nie. ;)
zapragnelam na to spotkanie nowej sukienczyny, takiej wielkomiejskiej, eleganckiej, ponadczasowej. takiej, ktora mozna nosic niezaleznie od pogody. 



Burda Kleid NR. 104-052011-DL

stoff: kaum zu glauben. das ist schurwolle! herrlich!
auf seitentaschen habe ich verzichtet - ich war mir nicht sicher, ob es bei dem dünnen stoff einfach nicht zu viel an den seiten wäre. (beulen an den hüften mache ich mir selber! :)))
statt tunnelzug - framilonband.
statt den besatz - aus den stoffresten zugeschnittenes schrägband.
ich mache mir alles einfach. ;)
*
material: nie do wiary, ale to welna! boska!
z bocznych kieszeni zrezygnowalam - nie wiedzialam, czy przy tym cienkim materiale nie bedzie to po prostu za duzo. (bulki na biodrach porobie sobie sama! :)))
zamiast porzadnego tunelu na gumke - przezroczysta tasma framilon przyszyta zygzakiem.
zamiast podlozenia na podkroju szyii - z resztek wyrkojona skosna tasiemka.
ja to sobie wszystko ulatwiam. :)



mensch, wenn mir jemand mal gesagt hätte, dass ich mich im juni 2014 mit karin aus der schweiz in münchen treffe, hätte ich nie geglaubt! wer noch kein blog hat, bitte sofort damit anfangen! :) nähte verbinden!
und was die sonst noch verbunden haben, gibt es heute HIER zu sehen, präsentiert von JULIA in einem wunderschönem dirndl. hmm, wäre das nicht das perfekte outfit für münchen?! 
*
boze, gdyby mi kiedys ktos powiedzial, ze w czerwcu 2014 spotkam sie w monachium z karin ze szwajcarii, nigdy bym nie uwierzyla! kto jeszcze nie prowadzi bloga, prosze natychmiast zaczac! szwy lacza!
co jeszcze szwy polaczyly, zobaczycie dzisiaj TUTAJ, srode samodzielnie uszytych rzeczy prezentuje  JULIA, w przepieknym stroju ludowym prosto z bawarii. hmm, czy to nie bylby idealny outfit na wycieczke do monachium?!





Mittwoch, 4. Juni 2014

resteverwertung - jerseykette

der sich beim nähen zusammen rollende jersey, der schon viele zum tränen und verzweiflung gebracht hat, hat tatsächlich einen vorteil.
das erkannte ich erst auf dieser internetseite: KLICK
habenwollen! ich stöberte in meinen stoffresten auf der suche nach einem schönen, langen stück jersey, den ich zu einer kette verarbeiten könnte.
ja, der stoff muss leider lang sein! geschnitten habe ich paralel zur webkante, also im fadenlauf. nur so rollen sich sie spaghettis so herrlich zusammen. ich war mir nicht sicher, wie ich die endstücke verbinden soll, also nähte ich sie einfach zusammen. schöner wäre sicherlich ein kettenverschluss. ich übe noch. :)
*
naszyjnik z jerseyu - szycie z resztek
zwijajacy sie przy szyciu jersey, ktory z pewnoscia doprowadzil juz niejednego do szalenstwa oraz lez rozpaczy, ma takze swoje plusy.
po latach mordegi dowiedzialam sie o tym dopiero tutaj: KLICK
cudne rzeczy! zakopalam sie wiec w stosach resztek, ktore posiadam, w poszukiwaniu pieknych, dlugich kawalkow materialu, ktore nadawalyby sie na naszyjnik.
niestety, resztki musza byl naprawde dlugie, tniemy rownolegle do krajki, czyli zgodnie z nitka prosta. tylko tak sie te makarony najladniej zwijaja. nie bylam tylko pewna, jak polaczyc ich koncowki. pozszywalam calkiem zwyczajnie. ladniej byloby pewnie gdybym posiadala zapiecie do naszyjnika, ale nie posiadalam, a kupno czegos takiego o dosyc duzej srednicy w naszym miescie, jest zadaniem nie do wykonania. ale cwicze dalej. :)